Nie jedz czegoś, co Ci nie smakuje, bo Ci to zwyczajnie może zaszkodzić

Właśnie tak!
Nie jedz tego, czego nie lubisz i to odnosi się do każdej rzeczy, którą wprowadzasz do swojego organizmu…. Obojętnie, z której strony.

Jestem zwolenniczką wszystkiego, co ma związek z naturalnym odżywianiem. Nie jestem ekspertem i nie pretenduję do tej roli, ale generalnie od lat eksperymentuję na sobie i to się świetnie sprawdza 🙂
Moja historia jest gdzieś tutaj na stronie, albo na Facebooku. Przyjdzie czas, że uporządkuję wszystko 😀

Wracając do tematu.
Całe życie nie znoszę miodu i kokosu. Jako Ślązaczka wychowałam się w tradycji, że na wigilijnym stole zawsze stał jakiś pojemnik z miodem, w którym maczało się opłatek, zanim się go włożyło do ust.
Była to dla mnie istna tortura. Miód jest dla mnie czymś tak obrzydliwym, że trudno mi zrozumieć, jak można coś takiego jeść.

Mój wstręt nasilił się jeszcze bardziej, kiedy jako nastolatka bywałam u koleżanki z klasy na wsi. Ona pomagała mi zrozumieć lepiej matematykę, a ja ochoczo pomagałam jej w pracach przydomowych. Czyli chlewik, kurnik, krowy na pastwisku. To było coś pięknego.

Ojciec mojej koleżanki miał ule. I kiedy przychodził czas zbierania miodu, oczywiście nie mogło mnie zabraknąć. Musiałam przecież wiedzieć i widzieć, jak to wszystko się odbywa. Jakim cudem człowiek idzie do pszczół i one go nie zażądlą na śmierć. Poznałam wtedy niektóre sposoby na zadymianie uli i ubezwłasnowolnienie pszczółek. Nie wiem jak to się fachowo nazywa 😀

Kiedy już te… ramki z plastrami umieściliśmy w takiej metalowej wirówce z korbką, zaczynaliśmy kręcić i miód spływał do małego kraniku na dnie wirówki.
W woskowych plastrach był nie tylko miód. Były tam też gdzieniegdzie białe larwy pszczół. Ich widok do dziś wywołuje we mnie obrzydzenie i to był właśnie taki element, który na całe życie skutecznie zamknął mi możliwość do zmiany upodobań, a te można zmienić!

Próbowałam wielokrotnie na siłę jeść miód i uczucie ognia w gardle i przełyku było zawsze nie do zniesienia. Złe samopoczucie po miodzie zawsze mi towarzyszyło. Zatem coś, co podobno jest jedynym pokarmem na świecie, który się nie psuje, jedno z lepszych lekarstw na różne rodzaje grzybów i wiele innych dolegliwości, coś, czym większość ludzi i zwierząt się zajada, dla mnie jest prawie że trucizną.
Prawdopodobnie ogromną rolę odgrywa tutaj psychika, ale nad tym nie będę się teraz rozwodzić 🙂

Jeśli natomiast chodzi o zmianę upodobań smakowych, to jest to jak najbardziej możliwe.

Wspomniałam wyżej, że oprócz miodu, nie znosiłam kokosu. Na sam zapach robiło mi się słabo i niedobrze. Nie mogła zrozumieć, jak można takie świństwo jeść!
I teraz ciekawostka.

Kiedy zostałam zmuszona do tego, żeby zmienić sposób odżywiania, że względu na chorobę, po trzech tygodniach od tych zmian zaczęłam zauważać pewien fenomen, a nawet kilka.
Po pierwsze ustąpiły bóle, zaczęła napływać energia, chęć życia itd.

Powolutku, ale jednak.
Po dwóch miesiącach kupiłam wiórki kokosowe i zrobiłam sobie litr tłustego, pachnącego, kokosowego mleka! Boże kochany! Nie mogłam się od niego oderwać!

Kiedy organizm dostaje nowy, inny budulec, zaczyna się przebudowywać. Zaczynają się radykalne zmiany i dzieją się niesamowite rzeczy z naszymi kubkami smakowymi i zapachowymi. Dlatego nie ma co na siłę jeść czegoś, czego nie możemy strawić już w myślach, bo albo jest to dla nas rzeczywiście coś, co może nam zaszkodzić, albo po zastosowaniu zmiany nawyków żywieniowych, może się okazać, że będziemy sami siebie zaskakiwać 🙂

Życzę wszystkim smacznego! 🙂

0 Comments
Previous Post
Next Post